24°   dziś 28°   jutro
Niedziela, 14 lipca Bonawentura, Stella, Izabela, Franciszek, Kamil, Kamila, Ulryk, Marceli

Kobiety wraz z inflacją mogą być w stanie obalić rząd

Opublikowano 18.09.2023 10:23:00 Zaktualizowano 18.09.2023 10:27:51 top

Referendum w zaproponowanej formule to decyzja podjęta w ramach marketingu politycznego. Chodzi o przyciągnięcie do urn wyborczych zdemobilizowanych, zniechęconych (np. inflacją) wyborców - uważa prof. Szymon Ossowski, politolog i prodziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Kampania wyborcza i referendalna – dwie osobne czy jedna wspólna akcja wyborcza? Jak to obecnie wygląda, a jak powinno wyglądać?
Toczą się równolegle dwie kampanie, co budzi spore wątpliwości. Dyskusja o aspektach prawnych tego zjawiska na pewno będzie żywa jeszcze długo. O ile bowiem kampania wyborcza do Sejmu i Senatu jest szczegółowo uregulowana w Kodeksie wyborczym, o tyle kampania referendalna, to trochę wolna amerykanka. Sposób jej finansowania nie jest nigdzie precyzyjnie opisany. Praktycznie każdy – partie, stowarzyszenia, fundacje, osoby fizyczne – może tę kampanię prowadzić. I pewnie to jeden z powodów, dla których rząd postanowił połączyć te dwie akcje wyborcze.

Żeby prowadzić jedną kampanię w ramach dwóch?
Żeby wykorzystać chaos związany z dwiema kampaniami. A także chaos w dniu samych wyborów. Ma być jedna komisja i jeden spis wyborców do obu głosowań. Co oznacza np. że wyborcy jednym podpisem mają kwitować odebranie wszystkich kart do głosowania. Jeśli zatem nie chcą pobrać karty do głosowania w referendum, trzeba to osobno przy ich nazwiskach odnotować. Pojawiają się wątpliwości (w tym np. prof. Jacka Czaputowicza), czy wraz z odmową pobrania karty referendalnej nie naruszy się tajności wyborów, ponieważ z góry wiadomo, że odmawiający to przeciwnicy partii rządzącej. 

Aktualnie sporo uwagi poświęca się tym wątpliwościom związanym z referendum. Czy tematyka pytań, które zostaną w nim zadane, zdominuje kampanię?
To referendum nie jest po to, by rzeczywiście zapytać Polaków o najważniejsze sprawy. Nie stajemy teraz przed takimi decyzjami, jak wstąpienie do Unii Europejskiej, zmiana Konstytucji czy likwidacja gimnazjów (PIS nie zgodziło się na referendum w tej kwestii). Referendum w zaproponowanej formule to decyzja podjęta w ramach marketingu politycznego, to dobrze przemyślana strategia polityczna. 

Obliczona na zmobilizowanie elektoratu PiS-u?
Tak. Chodzi o przyciągnięcie do urn zdemobilizowanych, zniechęconych (np. inflacją) wyborców. Poprzez pytania referendalne PiS narzuciło tematy wyborcze. Stawia przede wszystkim na bezpieczeństwo. Dokładnie tak, jak w swoim haśle wyborczym – Bezpieczna przyszłość Polaków. Chodzi o bezpieczeństwo militarne, społeczne (migracyjne), socjalne, gospodarcze, energetyczne. 

Partia rządząca odwołuje się do jednej z podstawowych, znajdujących się najniżej w piramidzie potrzeb Maslowa.
Tak, to jest jasny komunikat do wyborców PiS-u – konserwatywnych, stawiających na silne państwo, gorzej wykształconych, uboższych, socjalnych. Co im po wolności słowa czy możliwości samorealizacji, skoro boją się wyjść na ulicę albo nie mają za co kupić jedzenia czy leków? To świadomie narzucona w kampanii narracja.

Czy opozycja jest w stanie ją zmienić i narzucić swoje tematy?
Największym problemem opozycji jest jej podzielenie. Żeby zmienić tematykę kampanii, powinna mówić jednym głosem. I uderzyć w inflację, która podważa przecież obiecywane przez PiS bezpieczeństwo. Trzynasta emerytura czy 800 plus nie zapewniają bezpieczeństwa ekonomicznego przy wynoszącej ponad 40 procent inflacji skumulowanej od 2015 roku. Partia rządząca celowo będzie od tego tematu uciekać, zwłaszcza, że jej elektoratem nie jest zanikająca przez ich decyzje klasa średnia.

Zanikająca?
Tak. Podwyżki płacy minimalnej i galopująca inflacja przyczyniają się do powolnego zaniku klasy średniej, wśród której ogrom to mali i średni przedsiębiorcy co rusz dostający po kieszeniach. Opozycja powinna mocno to akcentować, mówiąc o horrendalnych cenach i niskich pensjach osób o nieco wyższych kwalifikacjach, np. nauczycieli. Te tematy nie trafią do zagorzałych, wierzących w wybuch w Smoleńsku wyborców PiS-u, ale mogą trafić do tych, którzy uważają, że pod rządami PiS-u żyje im się lepiej.

Według przeprowadzonych przez SW Research dla „Rzeczpospolitej” badań Polacy chcą, by głównym tematem były właśnie inflacja i stan polskiej gospodarki.
Inne badania wskazały natomiast, że Polacy bardziej boją się o stan swoich portfeli niż wojny. Opozycja musi więc o tym mówić. Wydaje się, że Koalicja Obywatelska i Lewica mają na to swoje pomysły. Na razie jednak nie widzę idei Trzeciej Drogi, czyli koalicji PSL i Polski 2050 Szymona Hołowni. 

Czy szyld Trzeciej Drogi nie wprowadzi zagubienia wśród rolników zwykle popierających PSL?
Może ich zagubić. Nie rozumiem skąd taki wybór nazwy komitetu. Od razu kojarzy mi się dowcip: Jadą trzy tramwaje – jeden skręcił w prawo, drugi w lewo, a trzeci za nimi. Donald Tusk wykazał się polityczną mądrością, biorąc na listę KO Michała Kołodziejczaka, młodego przedstawiciela rolników, lidera Agrounii. On będzie przyciągał rolników do KO. Jeśli jednak Trzecia Droga nie przyciągnie ośmiu procent wyborców (tyle wynosi próg wyborczy dla koalicyjnego komitetu – przyp. red.), szanse PiS na trzecią kadencję mocno wzrosną. Paradoksalnie więc o wyniku wyborów zadecydują głosy oddane na Trzecią Drogę i Konfederację.

Jak w kampanii odnajduje się ta ostatnia partia? 
Na razie wyraźnie gra retoryką antyrządową. Liderzy Konfederacji zdają sobie bowiem sprawę z tego, że ich elektorat może odpłynąć do PiS lub odwrotnie. Pamiętajmy jednak, że Konfederację tworzą co najmniej dwie grupy ludzi – narodowcy z antyukraińskimi hasłami i twarzą Grzegorza Brauna oraz młodzi przedsiębiorcy z twarzą Sławomira Mentzena. Te grupy w połączeniu nie wypadają wiarygodnie. Ich powodzenie zależy od tego, jak z tej niespójności wybrną.

Kto przyciągnie kobiety? Mówi się, że ich mobilizacja może okazać się kluczowa dla wyniku wyborów.
Na pewno będzie bardzo istotna. Temat aborcji wciąż jest bardzo emocjonalny i może skutecznie podgrzewać kampanię. Tak samo jak kulejąca służba zdrowia. Opozycja powinna odwoływać się do kobiet, a także młodych ludzi. Kobiety wraz z inflacją mogą być w stanie obalić rząd.

O ile pójdą do urn. Lipcowy sondaż CBOS zaskoczył wysokim odsetkiem wyborców niezdecydowanych. Mowa aż o 24 procentach.
Tegoroczne sondaże w ogóle bardzo różnią się między sobą. Trzeba podchodzić do nich ostrożnie. CBOS ma nieco inną, starszą metodologię niż inne pracownie. Moim zdaniem, 24 proc. niezdecydowanych to zawyżony wynik. Z pewnością jednak to niezdecydowani są grupą, o którą muszą walczyć wszystkie komitety wyborcze. 

Rozmawiała: Paulina Jęczmionka - Majchrzak


Komentarze (4)

Poludnie
2023-09-18 12:48:13
0 3
Ble ble ble, z taką opozycją w kosmos, tyle w temacie.
Odpowiedz
ciekawy
2023-09-19 00:08:48
0 2
kolejny gawędziarz żyjacy na koszt podatników?
Odpowiedz
minor
2023-09-19 03:20:27
0 0
Szok opozycyjny " naukowiec " ????
Odpowiedz
malarz
2023-09-19 07:46:46
0 0
niewątpliwie należy usunąć pisiurski gnój i pozamiatać
Odpowiedz
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Kobiety wraz z inflacją mogą być w stanie obalić rząd "
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na [email protected]