3°   dziś 1°   jutro
Wtorek, 27 stycznia Ilona, Przybysław, Aniela, Jerzy, Julian, Przemysław

Nawet umierający odzyskiwali chwilowo siły - relacje więźniów z wyzwolenia obozu Auschwitz

Opublikowano  Zaktualizowano 

Nawet umierający odzyskiwali chwilowo siły; z łóżek podnosiły się piszczele rąk; dali mi pajdę chleba z margaryną, jej smak pamiętam do dziś - w takich słowach byli więźniowie obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau opisywali moment wejście żołnierzy Armii Czerwonej.

27 stycznia 1945 r. przed południem żołnierze 60. Armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego pojawili się we wschodnim rejonie Oświęcimia, na terenie podobozu w Monowicach. Oświęcimski obóz macierzysty i obóz w Brzezince wyzwolili około godz. 15. Wyczerpani więźniowie, których było jeszcze ok. 7 tys. - w tym kilkaset dzieci - witali ich jako wyzwolicieli. Paradoks tkwił w tym, że żołnierze będący formalnie przedstawicielami totalitaryzmu stalinowskiego, przynieśli wolność więźniom totalitaryzmu hitlerowskiego.

Zofia Jankowska-Palińska, cytowana w magazynie „Oś – Oświęcim – Ludzie – Historia – Kultura”, opowiadała: „Zbliżała się północ. Byłam do tego stopnia zmęczona, że postanowiłam się położyć, mimo że wedle zapowiedzi esesmanów, miały to być nasze ostatnie chwile życia. Pożegnałam się z najbliższymi przyjaciółmi i poprosiłam, aby mnie nie budzili, gdyż chciałam, aby śmierć dosięgła mnie we śnie. Okręciłam głowę kołdrą i zasnęłam. Obudziły mnie krzyki i nawoływania. Kiedy z gniewem zapytałam więźniarkę Austriaczkę leżącą nade mną, dlaczego mnie zbudzili, zawołała: »Zofia, Zofia, Ruski, Ruski«. W bloku wrzało jak w ulu, nawet umierający odzyskiwali chwilowo siły”.

Irena Szczypiorska, która w styczniu 1945 r. była zatrudniona w pralni szpitala dla więźniarek, opisywała, że o trzeciej po południu przybiegła do niej na blok znajoma Rosjanka z okrzykiem „Iroczka, nasi w lagrze”. „Na próżno jednak wytężałam wzrok we wskazanym przez nią kierunku. Nic nie widziałam prócz śnieżnych zasp. Nagle… tak, jedna z nich poruszyła się wyraźnie. Byli to zwiadowcy w białych kombinezonach. Po entuzjastycznym wybuchu powitań powiedzieli do nas »Idźcie kobiety na bloki, zabierzcie dzieci (…). My tu przyjdziemy jutro«” – relacjonowała.

Zobacz również:

„Przyszli tego samego dnia jeszcze wieczorem. Jeden z nich, ranny, zawołał tylko, żeby mu dać kawałek bandaża, przewinął ramię i pognał dalej. Wpadali grupami. Rzucaliśmy się im na szyję z okrzykami radości, z łóżek podnosiły się piszczele rąk, przesyłając im całusy” - wspominała.

Dr Irena Konieczna, która była lekarką w szpitalu obozowym relacjonowała, że „27 stycznia na teren obozowego szpitala żeńskiego weszło kilku żołnierzy radzieckich – zwiadowców – z karabinami gotowymi do strzału”. „Więźniarki rzuciły się uradowane w ich stronę. W jakiś czas potem wjechał przed bloki wojskowy tabor konny. Gdy żołnierze radzieccy zorientowali się w naszej sytuacji, zaopatrzyli nas w żywność pierwszej jakości (doskonały chleb wojskowy z foremek, suchary i tłuszcz naturalny). W dzień lub w dwa dni potem zjawiło się kilku pięknie zbudowanych i ubranych w czyste, białe, długie kożuchy oficerów radzieckich, którzy przeprowadzili dokładny zwiad co do naszych potrzeb” – powiedziała dr Konieczna.

„W dniu 27 stycznia 1945 r. usłyszałyśmy detonację z granatu w pobliżu bramy obozowej. Natychmiast wyglądnęłyśmy z bloków i ujrzałyśmy idących od strony bramy w naszym kierunku, z karabinami gotowymi do strzały, kilku zwiadowców radzieckich. Zaraz wywiesiłyśmy na drągach prześcieradła z przyszytymi na nich czerwonymi pasami (z wsypów do poduszek blokowych) w formie czerwonego krzyża. Na nasz widok zwiadowcy opuścili broń. Znając język rosyjski zwróciłam się do zwiadowców słowami: »Zdrastwujtie pabieditieli i oswoboditieli«. W odpowiedzi usłyszałyśmy »Uże wy swobodnyje«” - opowiadała była więźniarka Anna Łuszczewska-Chomicz (Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau).

Włoski pisarz i chemik pochodzenia żydowskiego Primo Levi, który obok Paula Celana, Jeana Améry’ego, Ka-Tzetnika oraz Tadeusza Borowskiego, należy do grona najważniejszych i nieprzemijających klasyków literatury obozowej w książce „Rozejm” opisywał, że rosyjscy żołnierze „z jakimś dziwnym zakłopotaniem patrzyli na rozkładające się trupy, na porozwalane baraki i na tych niewielu żywych”.

„Wyglądali na przygnębionych, przytłoczonych nie tylko litością, ale i nieświadomym jakby zawstydzeniem, które zamykało im usta i przykuwało ich wzrok do żałobnej scenerii. Było to uczucie wstydu dobrze nam znane, to samo, które nas ogarniało po selekcjach i zawsze wtedy, gdy stawaliśmy się świadkami poniżenia lub sami musieliśmy je znosić” - zaznaczył. Poczucie winy i wstydu z tego powodu, że przeżył, towarzyszyło Leviemu do końca życia. Normą była bowiem śmierć, a to, że ktoś przeżył było wynikiem przypadku. Czuł się z tego powodu outsiderem. Levi zmarł w 1987 r. w niejasnych okolicznościach, być może śmiercią samobójczą.

Regina Grimberg, francuska Żydówka, członkini ruchu oporu w okupowanej Francji („Ostatnie dni obozu Auschwitz” Andrzej Strzelecki) oceniła, że „niemożliwe jest do opisania w ludzkich słowach spotkanie uwięzionych, uratowanych od pewnej śmierci z ich wyzwolicielami”.

„Zapanowała noc pełna radości, ale i niepokoju, bo pierwsze patrole Rosjan mogły się wycofać i mogli wrócić Niemcy, by skończyć swoje dzieło” - zapamiętał były więzień Andrzej Kozłowski (Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau).

W obozie znajdowały się także dzieci, dla których wyzwolenie oznaczało często „nowe życie”.

„Jestem absolutnie przekonany, że pamiętam sam moment wyzwolenia Auschwitz. Ustawiono nas, dzieci, do rozstrzelania i nadjechał motocykl z dwoma Niemcami. Zaczęli krzyczeć do wartowników, którzy przygotowywali broń, żeby uciekać, bo Rosjanie już się zbliżają. Oni wszystko rzucili, wsiedli do ciężarówki i odjechali. Za chwilę wkroczyli Rosjanie na koniach. Z jednej strony się ich bałem, bo też mieli broń, ale dali nam cukierki i byli mili. I zaczęli nas filmować. Pamiętam doskonale, że ustawili nas koło szubienicy, żeby mieć lepszy kadr” - powiedział w 2025 r. Ryszard Horowitz w rozmowie z „Newsweek Historia”.

Lidia Maksymowicz, która do Auschwitz przybyła ze swoją mamą w wieku 3 lat, wspominała: „Pamiętam, że do baraku dziecięcego weszli nagle żołnierze z czerwoną gwiazdą na czapkach, a nie ekipa Mengelego, którego panicznie się bałyśmy. Dali mi pajdę chleba z margaryną. Jej smak do dziś pamiętam”.

Czeszka Terezie Freundova-Jírová mówiła, że moment wyzwolenia obozu „to była radość!”. „Nie da się tego opisać. Po tym wszystkim, w końcu czuliśmy się wolnymi ludźmi. Tak. Ludźmi! Do tej pory mianowicie mieliśmy od esesmanów +stempel+ mniej wartościowych. Mieliśmy mniej wartości niż bydło” – zaznaczyła.

Tova Friedman, podczas wyzwolenia obozu 6-letnia dziewczynka, podkreśla, że 27 stycznia traktuje, jako swoje drugie urodziny, ponieważ „był to pierwszy dzień reszty jej życia”.

„Gdy słońce zaczęło przygasać, po raz pierwszy zobaczyliśmy naszych wyzwolicieli. Stałam obok mamy przy drutach, patrząc na Bramę Śmierci z czerwonej cegły. Otaczał nas tłum składający się głównie z kobiet, którym starczyło sił, by stać godzinami na mrozie. I chociaż większość z nich przypominała ledwo żywe szkielety, znalazły w sobie dość energii, żeby krzyczeć, wiwatować i gwizdać. Po raz pierwszy w życiu słyszałam dźwięki tak pełne radości. (…)Żołnierze otworzyli bramę, a wtedy rozległy się okrzyki powitania. Część więźniów tańczyła, napędzana adrenaliną i poczuciem, że wbrew wszelkim przeciwnościom udało im się uniknąć zagłady. Kobiety rzuciły się naprzód i całowały żołnierzy w policzki. Tak samo robili niektórzy mężczyźni. Inni padli na kolana i obsypywali pocałunkami buty rosyjskich zwycięzców” – opisywała Friedman w książce „Byłam dzieckiem z Auschwitz”.

Co zobaczyli żołnierze Armii Czerwonej otwierając bramy Auschwitz? Michaił Zinczenko opisywał, że „dzień był słoneczny i mroźny”. „Za podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego stali skazańcy w pasiastych ubraniach, umęczeni, wycieńczeni, podtrzymujący się nawzajem, aby nie upaść. W ich oczach były łzy radości. (...) Gdy weszliśmy na teren obozu, zobaczyliśmy przerażający widok. W blokach na pryczach leżeli chorzy: dzieci, kobiety i starcy, wycieńczeni do ostatnich granic, sama skóra i kości” – wspominał.

„Naszym oczom ukazał się straszliwy widok: ogromna ilość baraków (w Birkenau) (...). W wielu z nich leżeli na pryczach ludzie. Były to szkielety obleczone skórą, z nieobecnym wzrokiem. Oczywiście rozmawialiśmy z nimi. Rozmowy te były jednak krótkie, ponieważ ci pozostali przy życiu ludzie byli zupełnie pozbawieni sił i z trudnością przychodziło im powiedzieć coś bliższego o swoim pobycie w obozie. Cierpieli głód, byli wycieńczeni i chorzy. (…)Płakały kobiety, płakali także – nie można tego ukryć – mężczyźni... Można powiedzieć, że na terenie obozu stały piramidy. Jedną stanowiła nagromadzona odzież, inną garnki, jeszcze inną – ludzkie szczęki. Wspomnienia stamtąd zachowałem na całe moje życie. To wszystko było najbardziej poruszające i najstraszniejsze, co zobaczyłem i sfilmowałem podczas wojny” - tak moment wejścia do obozu opisywał Aleksander Woroncow, były operator radzieckiej wojskowej ekipy filmowej, która sfilmowała wyzwolony obóz.

„Przykro to może mówić, ale dla żołnierza w ataku ciała zabitych to nic wielkiego, napatrzył się na nie przecież. Ale tu było inaczej. Ci ludzie nie zginęli w walce – to było widać. Stos wychudzonych ciał przy ścianie baraku. Śnieg już ich przysypał. A dalej gromada rozstrzelanych. Mężczyźni, kobiety” – wspominał radziecki porucznik Jurij Ilinski, cytowany w książce „Ostatnie dni obozu Auschwitz”.

Dla niego i jego żołnierzy największym przeżyciem było zobaczenie dzieci za drutami. „Cały tłum dzieci. Od malutkich dwu-, trzyletnich, do kilkunastolatków. Wychudzone, obdarte, chore, głodne. Oddawaliśmy im wszystko, co tylko było w żołnierskich plecakach” - opowiadał.

W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości.

W 2005 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych uchwaliła dzień 27 stycznia Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu. (PAP)

Katarzyna Krzykowska

Komentarze (0)

Nie dodano jeszcze komentarzy pod tym artykułem - bądź pierwszy
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Nawet umierający odzyskiwali chwilowo siły - relacje więźniów z wyzwolenia obozu Auschwitz"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na [email protected]