20°   dziś 20°   jutro
Wtorek, 06 października Artur, Brunon, Fryderyk, Fryderyka, Petra

Trwają rozmowy operatorami o przyspieszeniu wysyłki alertów

Opublikowano  Zaktualizowano 

Rozmawiamy z operatorami o przyspieszeniu wysyłki alertów do obywateli – przekazał PAP rzecznik RCB Piotr Błaszczyk. Rozwiązaniem pozwalającym ominąć ograniczenia technologiczne ma być system Cell Broadcast.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa od połowy września wysyła na komórki nowy rodzaj alertów w związku z rosyjskimi nalotami na terytorium Ukrainy. Są to trzy rodzaje komunikatów, w zależności od skali potencjalnego zagrożenia. Najwyższy stopień alertu ostrzega przed zagrożeniem atakiem z powietrza i zaleca odbiorcom znalezienie bezpiecznego miejsca. 

W lipcu Sejm uchwalił nowelizację ustawy o zarządzaniu kryzysowym, która wzmacnia system ostrzegania i koordynację działań państwa w sytuacjach zagrożeń. Wzmocnione zostały też kompetencje RCB. 

PAP zapytała posłów, którzy pracowali nad tą ustawą, jak oceniają działalność Centrum, w tym to, czy alerty wysyłane są w uzasadnionych sytuacjach i z właściwą częstotliwością. 

- Dla jednych alerty wysyłane są za często, dla innych za rzadko - skomentowała posłanka KO i mieszkanka Podkarpacia Joanna Frydrych. - Jeśli za granicą coś się dzieje, a ja dostaję o tym informację, to wiem, że nasze służby działają, czyli są w stanie monitorować przestrzeń powietrzną i w razie zagrożenia informują. To wzmacnia zaufanie do państwa - dodała. 

 - Częstotliwość alarmów jest powiązana z tym, co dzieje się na Ukrainie. A państwo polskie ma obowiązek informować mieszkańców o zagrożeniach, bez względu na to, jak często się to dzieje - stwierdziła Urszula Nowogórska, posłanka PSL.

Bardziej krytycznie działania RCB oceniła Ewa Leniart z PiS, była wojewoda podkarpacka, choć chwali Centrum za współpracę przy ustawie o zarządzaniu kryzysowym. - Natomiast należy zastanowić się, czy właściwe jest wysyłanie alertów do obywateli za każdym razem, gdy dochodzi do nalotów na terytorium Ukrainy - dodała. 

Według Leniart przy informowaniu mieszkańców wschodnich województw brakuje świadomości, że alerty, jeśli chce się budować wiarygodność instytucji państwa, muszą być bardzo mocno osadzone w faktach. – Może trzeba przyjąć takie działanie tylko w przypadku, gdy zidentyfikowane zostanie realne zagrożenie dla terytorium Polski. Wtedy nie mielibyśmy problemu albo nadmiernego uśpienia obywateli w sytuacji, gdy otrzymują kilkukrotnie w ciągu dnia alert tej samej treści, albo paniki, gdy treść jest alarmująca, a adekwatność zagrożenia nie daje ku temu podstaw – dodała. 

Do uwag tych odniósł się w rozmowie z PAP rzecznik RCB Piotr Błaszczyk.

- Schemat jest taki: jeśli instytucja, która monitoruje zagrożenie, widzi, że to zagrożenie jest, wysyła nam wniosek o uruchomienie alertu. My jesteśmy tylko przekaźnikiem, nie mamy swoich ludzi w terenie, nie jesteśmy ekspertami od militariów - powiedział Błaszczyk. Stąd, gdy wojsko przekaże np. informacje o zagrożeniu z powietrza, RCB rozsyła alerty oraz aktywuje tzw. procedurę SPO 13, która zakłada uruchomienie syren alarmowych.

- Chciałbym takich komunikatów wysyłać jak najmniej i chciałbym, żeby ich nie było w ogóle, ale jeżeli właściwa instytucja widzi, że zagrożenie jest, naszym obowiązkiem jest ostrzec daną społeczość - podkreślił rzecznik RCB.

Również zdaniem byłego rzecznika PSP Pawła Frątczaka, RCB nie nadużywa alertów. - Nie jest ich za dużo, tylko jest problem z reakcją. Po to jednak każdy z nas otrzymał poradnik bezpieczeństwa, żeby się z nim zapoznać i mieć świadomość, jak się zachować w każdej takiej sytuacji - zwrócił uwagę.

Z kolei były szef RCB (2015–2020, 2023–2024) Marek Kubiak przyznał w rozmowie z PAP, że gdy on pracował w Centrum, jednym z największych problemów był czas potrzebny na wysłanie SMS-ów do milionów odbiorców. W efekcie do części z nich alerty docierały z opóźnieniem. 

Kubiak powiedział, że w czasie, kiedy kierował RCB, od uzyskania informacji do wysłania alertu mijało średnio 30–40 minut. – Proces podejmowania decyzji i akceptacji wysłania SMS-a to jedna kwestia, to zajmuje trochę czasu. Takich decyzji nie podejmuje się przecież jednoosobowo – zaznaczył.

Ograniczeniem jest też technologia. Szybkość, z jaką alerty docierają do odbiorców, zależy m.in. od liczby osób, do których mają zostać wysłane. – Barierą jest wydajność urządzeń wysyłających SMS-y. Te urządzenia mogą wysyłać np. 500 tys. wiadomości na godzinę albo 3 miliony na godzinę. W zależności od operatora te wielkości się różnią – powiedział Kubiak.

Rzecznik RCB potwierdził, że przepustowość systemu nadal jest ograniczeniem technologicznym dla tempa wysyłania alertów. - Rozmawiamy cały czas z operatorami i ta przepustowość jest zwiększana - zaznaczył. 

Dodał, że przepustowość systemu nie miałaby znaczenia przy zastosowaniu tzw. systemu Cell Broadcast.

Jest to nowoczesna technologia masowego ostrzegania, która pozwala na natychmiastowe przesyłanie alertów bezpośrednio z masztów telefonii komórkowej na urządzenia znajdujące się w zasięgu danego sektora, bez obciążania sieci.

Szef MSWiA Marcin Kierwiński zapowiedział we wrześniu, że aplikacja, która umożliwi wysyłanie ostrzeżenia ostrzeżeń za pomocą systemu Cell Broadcast, zostanie uruchomiona w ciągu około roku. 

- Chcielibyśmy, aby do września przyszłego roku ten system rozpoczął działanie. I żeby było jasne: to będzie najszybsze wdrożenie tego typu systemu spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej, które do tej pory to zrobiły - powiedział w Programie III Polskiego Radia Kierwiński.

Cell Broadcast nie kieruje wiadomości do określonych numerów, tylko wysyła ją do wszystkich aktywnych urządzeń będących w zasięgu danej stacji bazowej, ma pozwolić na zawiadomienie o zagrożeniu każdego użytkownika, bez względu na to, czy ma włączone powiadomienia; użytkownik otrzyma informację o zagrożeniu i zostanie o nim powiadomiony - sygnałem dźwiękowym, optycznym czy wibracjami.

We wrześniu operatorzy sieci komórkowych prowadzili na temat systemu rozmowy z MSWiA. Przekonywali, że powinien on być finansowany ze środków publicznych, w tym z funduszy UE.

Jakub Chajdak z T-Mobile Polska wyjaśniał wtedy PAP, że Cell Broadcast jest z powodzeniem wykorzystywany w wielu krajach europejskich, m.in. w Austrii, Niemczech, Francji, Hiszpanii czy Włoszech. W wielu państwach jednak koszty jego wdrożenia były w całości finansowane przez państwo.

Ewa Sankowska-Sieniek z Biura Prasowego Play przyznała, że sieć uczestniczy w konsultacjach i spotkaniach z przedstawicielami administracji publicznej, w tym MSWiA i RCB, które dotyczą możliwości wykorzystania technologii Cell Broadcast do przekazywania komunikatów o zagrożeniach. Przekazała, że według obecnych szacunków uruchomienie rozwiązania po stronie Play mogłoby potrwać około sześciu miesięcy od momentu uzgodnienia wymagań oraz podjęcia decyzji o realizacji projektu.

Jakub Chajdak wyjaśnił, że odbieranie najważniejszych komunikatów alarmowych nie będzie wymagało zgody użytkownika. Alert może zostać wyświetlony również na zablokowanym ekranie, a sygnał dźwiękowy zostanie odtworzony także wtedy, gdy telefon działa w trybie cichym. - Standard EU-Alert przewiduje kilka kategorii komunikatów alarmowych. W przypadku części z nich użytkownik może wyłączyć powiadomienia, natomiast nie można tego zrobić w przypadku alertów o najwyższym priorytecie - zaznaczył.

Zwrócił uwagę, że odbieranie alertów Cell Broadcast na starszych urządzeniach może wymagać ich odpowiedniej konfiguracji. - Około połowy używanych obecnie terminali będzie można przygotować do odbierania takich komunikatów poprzez zdalną aktualizację. W przypadku pozostałych urządzeń może być konieczna zmiana ustawień przez użytkownika - przekazał. (PAP)

Komentarze (0)

Nie dodano jeszcze komentarzy pod tym artykułem - bądź pierwszy
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Trwają rozmowy operatorami o przyspieszeniu wysyłki alertów"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na [email protected]