ABS0LLUT
Komentarze do artykułów: 1518
Tusik od wielu lat wspierał dzieci z niepełnosprawnościami, tu potwierdzenie: https://limanowa.in/aktualnosci/bieg-po-zdrowie-dla-niepelnosprawnych-dzieci/6139
Tusik, nie patrzę w jakieś lajki itp. oraz nie sprawdzam tego, bo wiem, że to niczego nie odzwierciedla.Pisząc o sobie w trzeciej osobie doskonale zdawałeś sobie sprawę, że większość userów nie wchodzi w odpowiedzi do komentarzy (gdzie ktoś wyjawił Twoją tożsamość, co potwierdziłeś tam).Wymieniając siebie z imienia i nazwiska we własnym poście w osobie trzeciej nie możesz zaprzeczyć, iż to tchnie trochę tym, co innym zarzucasz.Odnośnie spotkania ZA TWOIM ZAPROSZENIEM z owymi Wspaniałymi Paniami, Matkami dzieci z niepełnosprawnościami, nie tylko nie zaprzeczam, ale również potwierdzam.Gratuluję Ci skromności, dystansu do siebie i czego tylko sobie życzysz :)
Tusik, "wszyscy aktywni użytkownicy" wiedzą o czymś, domyślając się, nie mając wglądu w logowania etc.?Ciekawa koncepcja, Przyjacielu (bo za takiego od nastu lat Cię uważam). Bardzo byś się zdziwił, zapewniam.Skup się na leczeniu, proszę. Jeśli będziesz coś potrzebował, zadzwoń i to dostarczę lub zrobię, w miarę skromnych możliwości.
Dobrze, że Zespół ds. Osób z Niepełnosprawnościami zostaje realnie włączony w przygotowania konferencji i że temat wreszcie wraca do publicznej debaty. Sama idea wydarzenia jest potrzebna i trudno się z tym nie zgodzić. Warto jednak zachować proporcje - na tym etapie ważniejsze od wzajemnych gratulacji i pochwał dla władz będą konkretne rozwiązania oraz to, czy zapowiadany dialog przełoży się na realne zmiany w codziennym funkcjonowaniu Osób z niepełnosprawnościami i Ich Rodzin, za co trzymam kciuki.Ps. Niechaj to będzie niczym "efekt motyla" :)
@Panacea, odpowiedź atakiem na zarzut pisania o sobie w trzeciej osobie z obiektywnego punktu widzenia nie zmienia faktu, iż to zrobiłeś
Odnośnie wypowiedzi Pana wiceprzewodniczącego Adama Króla, pozwolę sobie zestawić ją z taką sprzed dwóch tysięcy lat.„Ja się przyznaję tutaj przed miastem jako praktykujący, jako znany w mieście człowiek, który dużo robi dla Matki Boskiej i dla Kościoła.”„Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli.”(Mt 6,1)
Odnośnie grudniowej wypowiedzi Pani Radnej Wójtowicz na grudniowej sesji - która konkretnie ustawa „standaryzuje prawo historyczne w Polsce” - i gdzie można znaleźć jej tekst, skoro ani prawnicy, ani historycy jej nie znają?
Ciekawe, czy skoro na sesji padła odpowiedź „nie ma jeszcze rozstrzygnięcia”, to czy – zgodnie z logiką późniejszych wyjaśnień – taka sama odpowiedź padłaby również wtedy, gdyby wniosek Limanowej znalazł się wśród projektów ogłoszonych jako dofinansowane?
Regulamin programu Fundusze Europejskie dla Małopolski 2021–2027 nie zawiera słowniczka pojęć ani definicji legalnej „rozstrzygnięcia naboru”, dlatego – zgodnie z zasadami wykładni prawa – należy posługiwać się znaczeniem językowym oraz systemowym wynikającym z samego regulaminu. Dokument ten operuje pojęciami oceny projektu, zatwierdzenia wyników oraz publikacji list projektów, które stanowią faktyczny i formalny wynik naboru, natomiast doręczenie informacji wnioskodawcy pełni wyłącznie funkcję proceduralną, uruchamiając terminy odwoławcze.Utożsamianie braku doręczenia z brakiem rozstrzygnięcia stanowi niedopuszczalne rozszerzenie interpretacyjne, nieznajdujące oparcia ani w treści regulaminu, ani w zasadach wykładni prawa administracyjnego.
Radna Dorota Wójtowicz próbowała podważyć sens konsultacji, pytając o „konsekwencje prawne” pozostawienia starego sztandaru. Nie wskazała jednak żadnego konkretnego przepisu, który takie konsekwencje by przewidywał. Zamiast tego pojawiło się odwołanie do własnego doświadczenia muzealnego i sugestia, że mieszkańcy nie rozumieją „kanonów” i dlatego nie powinni decydować. To szczególnie problematyczne, bo pozostawienie starego symbolu nie jest „zakłamywaniem historii”, lecz jej zachowaniem. Paradoksalnie właśnie ta wypowiedź najmocniej pokazała, że problemem nie jest prawo, lecz niechęć do sytuacji, w której społeczeństwo mogłoby wyrazić niewygodną opinię.Niby przeprosiła, ale sugerując, że to wina mieszkańców przez brak zgłaszania postulatów, a przecież jest dostępna...
W nawiązaniu do poprzedniej sesji...Radny Michał Bulanda mówił o „uniwersalności” i „odwadze w podejmowaniu decyzji”, sprowadzając mandat radnego do prawa decydowania bez pytania mieszkańców. To bardzo wąskie rozumienie demokracji. Mandat nie znosi dialogu – szczególnie w sprawach symboli, które mają łączyć wspólnotę.Na obecnej przeszedł od "odważnych decyzji" do odważnych przeprosin i jako jedyny szczerych.
Przeważnie w dzień mogą sobie pozwolić na taki luksus (bycia na sesji) osoby na emeryturze lub na diecie xD. Młodzi wtedy uczą się lub pracują, odprowadzając podatki na utrzymanie "swoich" przedstawicieli
@Panacea, wybacz, że to jeszcze nie był koniec ;)
I tak na koniec dla "naczelnego" hejtera tego tematu...Wyobraźmy sobie czysto hipotetycznie, że w wyborach samorządowych głos oddaje 6% z 14 000 uprawnionych, czyli 840 osób. Albo 3% (420 osób) czy nawet 1% (140 osób). Z punktu widzenia prawa wynik nadal byłby w pełni ważny, bo w wyborach samorządowych nie obowiązuje żaden próg frekwencji – mandat otrzymuje ten, kto zdobył najwięcej głosów.Te liczby pokazują jedno: system nie opiera się na założeniu, że nieobecni „głosują przeciw”. Prawo świadomie akceptuje sytuację, w której decyzje zapadają przy niskiej frekwencji, bo inaczej każda bierność paraliżowałaby funkcjonowanie gminy. I to właśnie dlatego argument „to tylko kilka procent” sam w sobie niczego nie rozstrzyga.Ps. Przepraszam za łamanie nEtykiety i floodowanie, ale to przez ograniczenia znaków w jednym poście ;)
Dla porządku warto dodać jeszcze jeden fakt liczbowy. Obecna burmistrz uzyskała 3 709 głosów, co przy ok. 14 000 uprawnionych daje ok. 26,5%. To niewiele mniej, jak łączne poparcie wszystkich radnych (26,9%).Wniosek pozostaje ten sam: przy takiej frekwencji nikt nie ma liczbowego „mandatu większości miasta”, co jest normalne w demokracji lokalnej. Dlatego w sprawach społecznie wrażliwych konsultacje z mieszkańcami nie są podważaniem wyborów, lecz ich naturalnym uzupełnieniem.
W odpowiedzi na powtarzany argument „800 vs 14 000 = ok. 6%” warto uporządkować fakty. Ok.14 000 to liczba uprawnionych do głosowania, a demokracja lokalna nie działa na zasadzie biernej zgody większości, lecz poprzez aktywność (wybory, petycje, konsultacje, referendum).Petycja nie jest referendum, lecz sygnałem społecznym — i spełniła swoją rolę, uruchamiając debatę i doprowadzając do uchylenia uchwały. Spójrzmy jednak na te same liczby konsekwentnie: łącznie na radnych oddano 3 765 głosów, czyli 26,9% uprawnionych, a to poniżej 30% progu ważności referendum. Zatem nikt nie ma „mandatu większości miasta”.W takiej sytuacji jedyną uczciwą drogą są otwarte konsultacje z mieszkańcami (art. 5a u.s.g.), a nie wzajemne etykietowanie się „mniejszością” czy „większością”.
@tytan57: Absens carens
@tytan57: Wystarczy, że Pani Burmistrz ani nikt z radnych nie zadzwonili, napisali, tylko za pewnik przyjęli opinię wynajętych "ekspertów", że to nie przejdzie przez Komisję Heraldyczną przy MSWiA
@tytan57: W demokracji lokalnej liczy się aktywność, a nie bierna większość. Petycja z 800 podpisami nie rozstrzyga „woli miasta”, ale była realnym sygnałem sprzeciwu, który uruchomił debatę publiczną – i to jest jej rola. Równie dobrze mogła powstać kontrpetycja, mogła przyjść na sesję zorganizowana grupa opowiadająca się za zmianą sztandaru, albo można było zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum.Demokracja nie polega na tym, że liczymy nieobecnych, tylko że ci, którym zależy, korzystają z dostępnych narzędzi: petycji, udziału w sesji, konsultacji czy referendum (które ma swoje ustawowe progi frekwencyjne). Skoro jedni z tych narzędzi skorzystali, a drudzy nie – to nie jest „teokracja”, tylko normalne działanie mechanizmów partycypacji.
Weź pigułkę, weź pigułkę